Piotr Adamczyk o kobietach, mężczyznach i związkach w wywiadzie dla „Kobieta to JA”

shutters-669296__340Piotr Adamczyk – Pisarz, reporter, publicysta, felietonista i redaktor, autor książek „Pożądanie mieszka w szafie”, „Dom tęsknot”
Kobieta to JA: Piotrze, piszesz o kobietach dla kobiet. Przyznasz, że najwięcej osób, które czytają Twoje książki to kobiety. Czytając Twoje książki wydaje się, że znasz nasz lepiej niż my same siebie. Skąd czerpiesz wiedzę o nas? Czy jesteśmy aż tak nieprzewidywalne w przewidywalności? Podobno mężczyźni nas nie rozumieją.

Piotr Adamczyk: Tak w ogóle, większość czytających, nie tylko przecież moje książki, to kobiety. Niestety, mężczyźni są w tej dyscyplinie daleko z tyłu za nimi. To może wiąże się nie tyle z pewnym lenistwem umysłowym, co raczej z mniejszą tendencją mężczyzn do ucieczki w głąb wyimaginowanych światów. A czy znam lepiej kobiety niż one same siebie znają? Wydaje mi się, że znam je zaledwie ciut ciut. Sęk w tym, że one siebie jeszcze mniej znają. Dlaczego? Wynoszą z domu jakieś nieszczęsne kalki służebnych zachowań, dziewiętnastowieczne wzorce odziedziczone po swoich matkach, a nawet babciach, konserwatywne oczekiwania ojców, potem nakładają na to ten jeszcze nasze restrykcyjno buraczane normy, i tym wszystkim obciążone dziwią się, że nie potrafią być szczęśliwe. Oczywiście, nie mówię o wszystkich, ale o istotnej większości. Matka pyta córkę: masz już kogoś? Babcia pyta: kiedy wnuczek? Ksiądz pyta: a ślub już był? To kiedy chrzciny? A i rząd patrzy na kobiety głównie przez pryzmat 500 plus. Ja przepraszam, ale czy doprawdy sens życia ma się sprowadzać do zmieniania pieluch? W dodatku same kobiety zaczynają wzajemnie się o tym przekonywać. Wystarczy spojrzeć na tzw. literaturę kobiecą. Trzy czwarte tych książek traktuje przecież o szczęśliwym wiciu gniazdka rodzinnego – totalna ornitologia. A potem pojawia się na rynku „50 twarzy Greya” i wszyscy łapią się za głowę. Niektórzy z przerażeniem. A to chyba dość oczywiste, że mamy marzenia. I nie tylko erotyczne. Zawodowe, społeczne, twórcze. Nie umniejszam znaczenia rodziny i wychowania dzieci. Ale nie uważam, żeby do prostej reprodukcji miał się sprowadzać sens naszego życia. Dlatego w moich książkach, także w tej, którą kończę pisać, kobiety potrafią nie tylko marzyć, ale i dążyć do spełnienia siebie. Również w miłości i seksie. Przy czym – tu pozostanę bezwzględnie nieustępliwym romantykiem – uważam, że miłości stęsknione są najbardziej. Z brakiem seksu można sobie na różny sposób poradzić, ale nie z brakiem miłości. W sklepach z erotycznymi akcesoriami są setki przedmiotów dla osób pozbawionych seksu, ale ani jednego dla tych, którym brakuje miłości. A to ona daje nam szczęście i poczucie akceptacji.

Kobieta to JA: Lubimy, gdy nas mężczyźni doceniają. Gdy zauważają, że oprócz ciała mamy mózg i potrafimy go używać. Co Twoim zdaniem powoduje, że mężczyźni boją się kobiet myślących i potrafiących wyrazić swoje zdanie?

Piotr Adamczyk: Teza, że mężczyźni unikają kobiet myślących to jeden z mitów. Czyli bujda na resorach. Wydaje mi się, że rozpowszechniają ją przede wszystkim ci od tradycyjnych wartości, według których kobieta, tak jak w czasach III Rzeszy, powinna się zajmować głównie domem i dogadzaniem mężowi. Uważam, że mężczyźni nie unikają kobiet mądrych, lecz głupich. Głupota jest brzydka i się uzewnętrznia. Wystarczy spojrzeć na niektóre twarze w telewizji. Dla mnie pociągające są kobiety mądre, oczytane i zaradne. Kobieta powinna być zadbana, przede wszystkim intelektualnie. Natomiast problem rzeczywiście może tkwić w tym, że większość osób wykształconych to kobiety, które męskim matołkom bez matury mogą wydawać się zagrożeniem. Ale po co zadawać się z matołkami?

Kobieta to JA: Jesteśmy silne, niezależne i potrafimy coraz odważniej powiedzieć czego oczekujemy od faceta, od partnera. Przychodzi takie święto jak 8 marca i czekamy na kwiatka. I okazuje się, że nie potrafimy powiedzieć, że chcemy je otrzymywać nie tylko z okazji święta kobiet. Co jest z nami kobietami? A może co jest z facetami, że nie potrafią sami z siebie ofiarować kwiatka bez okazji?

Piotr Adamczyk: Yyyyy…. To ja przyznaję bez bicia, że nie jestem dobrym adresatem tego pytania. Mężczyźni powinni obsypywać kobiety kwiatami, ale zwyczaj gromadnego jak w stadzie baranów wręczania kwiatków z okazji 8 marca uważam za przejaw maskulinizmu: oto, drogie panie, dziś wasz główny dzień w roku, macie po kwiatku i odpitolcie się. Dzień Kobiet jest u nas traktowany jak Tłusty Czwartek – raz w roku się należy, ale nie więcej, bo co za dużo to niezdrowo. Dla mnie tak pojmowane święto kobiet jest jednym z najdrastyczniejszych przejawów ich klęski. Dlaczego? Mało kto pamięta, że na początku XX wieku był to dzień protestów, strajków i demonstracji w obronie pracowniczych i społecznych praw kobiet. Mniej więcej coś jak ostatnio Czarny Protest w Polsce lub dzisiejsza Manifa. I ten dzień, w którym kobiety walczą o swoje, gorąco popieram. Tymczasem w niektórych krajach przez dziesiątki lat udało się je zmanipulować. Dziś w swoim kraju nie macie już np. prawa do pigułki „Dzień po” ani do własnych macic, nie macie prawa do in vitro, ale macie za to raz w roku prawo do kwiatka. Nie podoba mi się takie przedmiotowe traktowanie kobiet przez państwo, nie tylko nasze; nie bez przyczyny Dzień Kobiet jest oficjalnym świętem w takich krajach jak m.in. Polska, Rosja, Mongolia, Albania, Białoruś i Burkina Faso, a nie jest np. w Niemczech, Francji i Anglii.
Kwiaty zaś powinny dostawać kobiety codziennie, ale nie dlatego, że ktoś tak zapisał w kalendarzu, tylko dlatego, że po to pan Bóg wymyślił dla nich łąki i ogrody. A dlaczego mężczyźni o tym nie wiedzą? Faceta czasami trzeba sobie wychować. Jak chcesz psa i przynosisz do domu szczeniaka, to przecież też nie od razu umie aportować, a w dodatku robi siku na dywan. Mężczyzna jest o tyle bardziej rozwinięty, że po przyprowadzeniu do domu na dywan nie sika. Ale po drodze np. za przystankiem potrafi, prawda? Albo z balkonu, zwłaszcza jak pada deszcz, bo w jego pojęciu to jest romantyczne. Więc nie wiem, skąd takie optymistyczne założenie, że pies wymaga chociażby lekkiej tresury, a mężczyzna nie.

Kobieta to JA: W Twojej książce „Pożądanie mieszka w szafie” owo pożądanie wymyka się z szafy niemalże każdej kobiety, jak garderoba, której mamy zbyt wiele. Chciałybyśmy ją schować. Wstydzimy się tego bałaganu, tego pożądanie, które jest w nas. Nie chcemy go nikomu pokazać, ale jednocześnie za nim tęsknimy. Uderzasz w swojej książce w bardzo czułe punkty kobiet. Chcemy być pożądane, ale jednocześnie oburzamy się, że mężczyźni postrzegają nas wyłącznie w sposób czysto fizyczny i w aspekcie seksualności.

Piotr Adamczyk: A tak, masz absolutną rację! Kobieta zakłada bluzkę z dekoltem do pępka i złości się, że facet nie patrzy jej w oczy. Albo potrafi godzinę spędzić przed lustrem, potem zakłada kieckę mini albo obcisłe szorty, z których wystają pośladki, a jak się facet za nią ogląda i oczy mu się zrobią maślane, to ona oskarża go o to, że jest seksistą. Nie bardzo też rozumiem dlaczego, jeśli są np. na imprezie i lądują w łóżku, to mówi się potem, że to on ją wykorzystał. Wykorzystał! Co to za kategoria feudalna w myśleniu? Czy w XXI wieku seks nadal należy traktować jak składanie ofiary? Oboje siebie wykorzystali, jeśli już traktować seks w takich kategoriach. A zdarza się przecież, że to kobieta ma co najmniej taką samą ochotę, a bywa, że i większą, by doszło do zbliżenia. Nie znoszę, gdy mówi się, że to kobieta oddaje się mężczyźnie, bo to zakłada jakąś niesymetryczność związku – uważam, że w uczciwych relacjach oboje się oddają sobie wzajemnie. Co do pożądania zaś, to na pewno samo pożądanie jest wystarczające do orgazmu, ale wtedy mówimy tylko o seksie, a nie o miłości. Dopiero połączenie pożądania z miłością czyni z tych dwóch uczuć mieszankę odlotową. Wiesz, coś jak mieszanka paliwowa do międzykontynentalnych rakiet.

Kobieta to JA:  Może się mylę, ale dopiero w drugim, czasami dopiero w kolejnych związkach jesteśmy w stanie otworzyć się na niczym nie ograniczone pożądanie. Wam mężczyzno przychodzi to tak naturalnie. Jako kobiety czujemy się usprawiedliwione i wytłumaczone. My ponosimy konsekwencję ciąży i opiekowania się dzieckiem. Czy dziś mężczyznom jest trudniej podążać za jedną kobietą przez całe życie? Czy można dziś współcześnie pożądać jedną kobietę nie oglądając się na inne?

Piotr Adamczyk: Tu jest kilka różnych kwestii. Otwartość w seksie, gotowość do pełnej realizacji pożądania nie jest, jak sądzę, związana z liczbą partnerów, lecz wręcz przeciwnie – z zaufaniem wobec osoby, z którą się jest i świadomością jej pełnego oddania i lojalności. Można mieć przez całe życie jednego partnera i dojść z nim w realizacji erotycznych fantazji znacznie dalej niż z dziesięcioma innymi, zmienianymi co miesiąc. Wszystko zależy od wzajemnego poczucia bliskości, zrozumienia potrzeb – swoich i partnera, chęci oddania i chęci brania. Od otwartości na siebie, nieustannego zaciekawienia sobą, a przede wszystkim – bezwarunkowej akceptacji. Czy dziś trudniej mężczyznom trwać przy jednej kobiecie? Rzeczywiście, współczesne normy moralne dość łatwo rozgrzeszają, chociaż nie tylko mężczyzn. Ale, uczciwie przyznaję, że wiarołomstwu facetów towarzyszy większe zrozumienie. Ten rodzaj rozgrzeszenia istniał zawsze, z tą różnicą, że kiedyś głównie wobec bogatych, co jednak nie znaczy, że tylko królowie i magnaci mieli po kilka kolejnych żon i równolegle kilkanaście kochanek. Im po prostu łatwiej było wykupić odpust. Jeśli patrzeć na to przez pryzmat grzechu, to dziś nie tyle ten grzech się zdemokratyzował, co rozgrzeszenie. Antropologowie od dawna dają mężczyznom alibi, tłumacząc, że od jednego łóżka do drugiego nosi ich dlatego, że to zew natury, odruch niemalże, który każe im dbać o przedłużenie gatunku. To bardzo wygodne wyjaśnienie: – Wiesz, kochanie, co prawda znów cię zdradziłem i bzyknąłem cytatą blondyneczkę z pierwszego piętra, ale zrobiłem to wyłącznie z demograficznej troski o gatunek ludzki. Tak, zgadzam się – to niesprawiedliwe, mogę nawet podpisać jakąś petycję w tej sprawie. Ale do kogo?

Kobieta to JA: Pożądamy siebie na początku każdego związku. Koleją rzeczy jest, że w pewnym momencie przechodzi on na „inny poziom”. Motyle w brzuchu nam lekką cichną, partnera mamy na co dzień. Szarość życia zabija powoli to co było na początku wielu związków. Okazuje się, że my kobiety tęsknimy właśnie za tym, aby nasz mężczyzna pokazywał nam każdego dnia jak za nami tęskni, jak nas pożąda – nawet jeżeli nie ma już szalonych nocy i nieoczekiwanego seksu w południe w sobotę. Znasz może jakiś sposób na to, by to pożądanie w związkach nie ustawało?

Piotr Adamczyk: Rzeczywiście, z czasem coś w nas usypia te motyle. Może to jest naturalne, niestety? W końcu motyle w naturze też nie są długowieczne. Kruki i wrony natomiast są, pewnie dlatego potrafią potem krakać w nas do końca życia. Co zrobić, żeby do tego nie dopuścić? Na ten temat znacznie lepsi znawcy tematu niż ja napisali dziesiątki książek. Gdyby chociaż jedna z nich niosła jakąś prawdę, to pewnie byłaby już bestsellerem. A nie słyszałem o takim, niestety. Tak uczciwie mówiąc, pewne rzeczy po prostu się wykluczają – po 10 latach małżeństwa nie można tęsknić za partnerem, który rano poszedł do pracy i za 8 godzin wróci. Można go nadal kochać, niecierpliwie czekać i cieszyć się z jego powrotu, ale tęsknota to poziom zupełnie innych emocji. Pojawi się np. wówczas, gdy on wyjedzie gdzieś na dłużej. Z pożądaniem jest podobnie. Młode pary mogą się bzykać codziennie z taką samą zamaszystością, ale po 5 latach impet ich już nieco osłabnie. Pożądanie osłabnie, ale mogą pojawić się zastępujące je uczucia – więcej rozczulenia, empatii, radości z przywiązania albo po prostu obopólnej zabawy.

Kobieta to JA:  Kiedy ukaże się Twoja kolejna książka? I czy nie myślałeś, by napisać kiedyś książkę o związku dwojga ludzi, którzy będąc ze sobą wiele lat na nowo odnajdują siebie i drogę do swoich ciał i dusz? Bo chyba dziś prościej jest znaleźć kochanka niż próbować ratować związek.

Piotr Adamczyk: Nową książkę kończę pisać. Potrzebuję jeszcze miesiąc. Reszta zależy od wydawnictwa, nie wiem jeszcze którego. Takich książek, o jaką pytasz jest wiele, ale nigdy dość, bo problem jest wciąż aktualny. Ja lubię tematy damsko męskie, zdrada jest fascynująca jako obiekt obserwacji, pełna emocji, najpierw odwagi lub desperacji, zatracenia, potem strachu i poczucia winy, tęsknoty lub chęci odkupienia winy, grzechy w ogóle są ciekawe i zazwyczaj pociągające, więc jeżeli taką książkę kiedyś napiszę, to właśnie poprzez pryzmat oglądanej pod mikroskopem zdrady.

Kobieta to JA: Czego byś życzył kobietom?

Piotr Adamczyk: Wiary w siebie. Miłości. Nieustępliwości w dążeniu do niej. I żeby uwierzyły, że każda z nich jest także wartością samą w sobie. Wydaje mi się, że mamy jakiś totalny kryzys uczuć, prawdy i dobra. Wszyscy się pogubili – autorytety i kościoły, a w końcu zwykli ludzie. Jest takie modne słowo – postprawda, oznaczające właściwie jej brak, czy może raczej zastąpienie prawdy obiektywnej sumą prawd subiektywnych, jesteśmy w jej świecie. Kiedyś, np. dla Platona, prawda i dobro, piękno i miłość to były niemal synonimy, bo uważał, że wartości te, wspólne i zależnie od siebie krążą w ludzkim kosmosie, więc – jeśli Platon miałby mieć rację – to skoro żyjemy dziś w świecie postrprawdy, to musimy mieć świadomość tego, że dane nam też będzie tylko postdobro oraz postmiłość, dopóki pewnego dnia nie przebudzimy się gotowi walczyć o to, co w naszej cywilizacji prawdziwe. Tego nam wszystkim życzę.

Kobieta to JA: Dziękuję za rozmowę i życzę sobie i innym kobietom, byśmy mogły czytać Twoje następne książki.

Piotr Adamczyk: Dziękuję bardzo. Dobrego dnia.

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s